niedziela, 20 stycznia 2013

Zimy ciąg dalszy i wspomnienie lata

Ciąg dalszy..jednak to napiszę pięknej zimy.Warto wybrać się na krótki choćby spacer by zobaczyć te drzewa oblepione białym śniegiem w miejsce liści, jest po prostu pięknie.Oglądając stare zdjęcia natrafiłam przypadkiem na nawałnicę śnieżną w 2009 roku gdzieś tak na początku października, w ogrodzie kwitły jeszcze kwiaty, zielone liście na drzewach i też było wtedy bajecznie dopóki nie zaczęliśmy sprzątać połamanych gałęzi i liczyć strat.Wspomnienia lata wróciły za sprawą programu "Maja w ogrodzie"  o irysach i wielkim pasjonacie tych kwiatów z leśniczówki Jaźwin. Tutaj link do strony. Ciekawe jak moje zakwitną w tym roku? Wymieniłam się z sąsiadką na kilka interesujących kolorów, może będzie tak jak Cloda Moneta w Giverny?...Marzenie...



Tymczasem "uroki" zimy te 2009 roku

 

A to już teraźniejszość:


Czas na irysy:












wtorek, 15 stycznia 2013

Zima w Malinowym


Zima w Malinowym, nareszcie piękna z nadzieją, że się niedługo skończy. Właśnie kupiłam pierwsze nasiona bo to teraz byle do wiosny.Ogród uśpiony, przykryty białym puchem. W zasadzie to powinnam się uczyć gdyż sesja zbliża się wielkimi krokami, przegapić takie chwile z nosem w książkach...jak znam siebie to w ostatniej chwili będę wszystko nadrabiać.












niedziela, 23 grudnia 2012

Święta, święta

Święta, święta jeszcze mamy przed zaraz będzie po... Jasne, że pachnące pierniczkami , cytrusami, słodkościami , rzewne kolędy ściskają za serce, tajemnicze prezenty leżą pod choinką . Sprzątanie, krzątanie, gotowanie by zdążyć na czas... Ale licho nie śpi więc: to lampki nie chcą się palić, to zatyka się kanalizacja akurat na te dwa dni, kiedy nikt nie pracuje, to pani z telekomunikacji namawia cię na nowy produkt i zanim jeszcze podpisz umowę odcina ci telefon i zostajesz na święta bez kontaktu z  rodziną i wiele wiele innych na pewno każdy coś takiego ma. A więc zdrowych , pogodnych , słodkiego lenistwa i bez niespodzianek życzę tego wam i sobie.
  Słodkie ciasteczka i pierniczki tym razem dzieło Madzi mojej córy








sobota, 8 grudnia 2012

Z kuchni włoskiej do polskiej - bruschetta

Bruschetta, włoska przekąska to tak obco, tak chrupiąco brzmi.....skusiłam się na nią i postanowiłam spróbować. Im bardziej czytałam przepis, tym więcej otwierałam oczy ze zdziwienia. Przecież ja tę grzankę już jadłam. Robiłam ją dawno temu w czasach komuny gdy czegoś wiecznie brakowało, syndrom tak zwanej pustej lodówki a społeczeństwo odcięte od świata tak zwaną żelazną kurtyną pojęcia nie miało o smakołykach światowych kuchni, tym bardziej o bruschettcie. Byłam całkowicie nieświadoma, że oto przyrządzam sobie włoską potrawę. Opiekałam kromki chleba na patelni polanej olejem a jakże rzepakowym, pod koniec na tę przypieczoną stronę nakładałam plastry sera lub chrupiący boczek ( wtedy na kartki) a na końcu po zdjęciu grzanek z patelni grube plastry pomidorów odpowiednio doprawionych czosnkiem solą i pieprzem dopełniały smaku. To był mój polski kulinarny odjazd . w Toskanii skąd włoska bruschetta się wywodzi robi się ją z białego niesolonego chleba, brak soli brał się wtedy z biedy gdyż sól była wtedy bardzo droga. Proste jedzenie wymyślone z tego z co było tanie i dostępne jednocześnie smaczne nie zna grani,c może to być właśnie włoska bruschetta lub polski chleb smażony na patelni.


Przepis na bruschettę:

kilka kromek białego chleba lub innego ulubionego
pomidor
dobra oliwa
czosnek mały ząbek
pieprz, sól, bazylia, oregano lub przyprawy np do pizzy


Pomidora kroimy w kostkę doprawiamy przyprawami, czosnkiem polewamy oliwą. Kromki chleba opiekamy w opiekaczu lub w piekarniku pilnując by się za bardzo nie spiekły nakładamy pomidory i gotowe. Możemy tez dodać do pomidorów chrupiący smażony boczek lub wędzoną szynkę.





Zima w Malinowym:






Jak co roku mój wariat szaleje na śniegu











niedziela, 25 listopada 2012

Domowe cytrusy

Na mojego domowego cytrusa napatoczyłam się właściwie przypadkiem buszując wczesnym rankiem na targu. Trochę ryzykowałam gdyż z doniczki wyrastała młoda łodyga i kilka liści, obok na stole leżała apetyczna żółta cytryna, wrodzona podejrzliwość podpowiadała mi, że mogła by to równie dobrze być roślinka wyhodowana z pestki  w takim wypadku..minęły by lata świetlne w oczekiwaniu na owoce. Bałam się żeby nie było tak jak mój tato chciał kupić wilczura też na tak zwanym wolnym rynku:U pewnego sprzedawcy na kocyku leżała piękna rasowa mama a obok niej malutkie szczeniaczki i już transakcja miała dojść do skutku gdy znajomy ojca odciągnął go na bok ostrzegając, że to stary blef i te małe pieski to faktycznie tylko przysłowiowo leżą obok  wilczura, nie mają z nim nic wspólnego.Zaryzykowałam, cytryna okazał się jednak tą właściwą skierniewicką i na wiosnę pięknie zakwitła zwiastując obfitość zbiorów. Zaczęło się od małych pączków, które zmieniły się w oszałamiająco pachnące kwiaty a potem owoce. Cytryna podobnie jak grapefruit, mandarynka oraz pomarańcza należą do rodzaju citrus są bogate w kwas cytrynowy i witaminy C,A,B,P ,pobudzają trawienie, mogą służyć jako przyprawa zwłaszcza  sok i skórka. Na zimowe łasowanie można szybko przygotować pyszny krem cytrynowy , który trzymany w słoiku w lodówce jest wspaniałym dodatkiem do tostów naleśników ciasteczek lub wyjadany wprost ze słoika osłodzi smutki. Robi się go bardzo prosto:


Krem cytrynowy

składniki:
4 cytryny
4 duże roztrzepane jajka
3/4 szklanki cukru
3/4 kostki masła

Z jednej cytryny ścieramy skórkę, ze wszystkich wyciskamy sok i wlewamy do garnka, dodajemy skórkę , cukier i jajka. Gotujemy na ogniu i dodajemy masło cały czas mieszając. Gotujemy aż masa zgęstnieje ok 20 - 25 minut. jeżeli wyjdą grudki , przecieramy przez sito, przekładamy do wyparzonych słoików i dokładnie zamykamy. Trzymamy w lodówce lub obdarowujemy przyjaciół.




Finał master szefa rozstrzygnięty  jestem zawiedziona.. wygrało...pieczone jabłko i tatar ! W finale w master szefa..szok!! A miało być po królewsku.  Wiedziałam jednak od samego początku, że  pani Basia wygra. W zasadzie  podczas trwania programu była zawsze w cieniu...niczym się nie wyróżniała...a tu masz babo placek!..Tj ..pieczone jabłko...ileż to trzeba wyczucia by się odpowiednio upiekło....nie za miękkie, nie za twarde.Kibicowałam Kindze moim zdaniem to ona  zasługiwała na wygraną....bezy były super już na sam wygląd ślinka ciekła.Świetnie, że Kinga pisze bloga , będę mogła uczyć się od mistrza:)



poniedziałek, 29 października 2012

I znów zima zaskoczyła ogrodników

Tym razem zima zaskoczyła tylko ogrodników, "drogowców" chyba nie...ale to wszystko  jeszcze się okaże. Wprawdzie dawno temu zanim jeszcze o śniegu nikt nie słyszał widziałam tak zwaną piaskarkę pędząca w całej swej gotowości bojowej: z przodu ogromny pług, mrugający kogucik na górze  z tyłu to coś wyrzucające jeszcze to coś. A że do pracy mam przez góry wysokie i zdradliwe dało mi to dużo do myślenia co też  na tej drodze może się dziać i czy się w tę drogę wybierać? Na szczęście tamtym razem to był fałszywy alarm. Tym razem w tę niedzielę niestety nie był. W momencie gdy liście jeszcze na drzewach i wiele kwiatów niewinnie kwitło spadł on, zrobiło się trochę jak w baśniowej Narnii ale tylko trochę, tak naprawdę to tej białej łajzy nie lubię.Całe szczęście, że wykopałam co powinnam i skopałam co trzeba. Ocieplę jeszcze tylko co nieco i z puchatkowym spokojem zamierzam przeczekać.